Gwałtownym ruchem otarł wierzchem dłoni czoło z potu. Czuł, że ręce mu drżą, cały zresztą trząsł się jak w febrze.
-Trzeci raz, ostatni... - wyszeptał, wpatrując się z natężeniem w leżący przed nim przedmiot. Ręce powoli zagłębiły się w czarnych czeluściach. Palce raz po raz natrafiały na nie dające się zidentyfikować szeleszczące fragmenty materii; kłębiące się, zimne przedmioty boleśnie obtłukiwały mu knykcie.
-Masz? - głos oficer aprowizacyjnej docierał do niego jakby z oddali, zagłuszany przez szum krwi tętniącej w skroniach.
-Nie – wycharczał – za diabła nie mogę znaleźć.
Stary wilk morski pochylał się bezradnie nad torebką kobiety – tym odwiecznym fatum ciążącym nad losem mężczyzny, niezniszczalnym świadectwem kobiecej niezawisłości, nad tym symbolem ucieleśnionej entropii, nad którą panować może tylko Ona... bo on od pół godziny nie był w stanie znaleźć wśród tysięcy drobiazgów klucza do domu... Admirał odchrząknął i spróbował po raz kolejny zrozumieć na co oficer aprowizacyjnej rachunek za światło z zeszłego roku, resorak Tizia i cztery zawleczki od puszek po piwie, kto u licha nosi przy sobie kostkę rosołową razem z metrówką i klejem biurowym. Przedmioty w czarnych plastikowych pudełeczkach, małe buteleczki z kolorową zawartością, pędzelki i inne szamańskie akcesoria stary wilk morski ignorował traktując je jako zło konieczne przynależne do kobiecej natury ale żołędzie i moniaki w ilości podlegającej opodatkowaniu to przechodziło jego pojęcia.
Oficer aprowizacyjna pojawiła się przy Admirale bezszelestnie; uśmiechnęła się i uwodzicielsko przechylając kibić odsunęła niemal niewidoczny zamek błyskawiczny sprytnie ukryty pod szwem materiału.
-Trzeba wiedzieć gdzie szukać – zaszczebiotała oficer, dając jednocześnie Admirałowi znak by zamknął usta.
sobota, 16 lutego 2008
Morskie opowieści cz.9
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz