Admirał uważał się za wspaniałego ojca, bardzo lubił matkować swojemu Tiziowi.
-Tata weź tygryska i za pomocą ręki wydawaj z niego dźwięki - mała sfatygowana pacynka z impetem wylądowała na klawiaturze. Admirał uwielbiał takie długie wieczory.
-To ja tygrysek, co u ciebie słychać – malec popatrzył krytycznie na prawą rękę seniora zakończoną pluszowym czymś z wąsami.
-Powinieneś zaryczeć, tak wiesz GRRUUUUU!!!
Admirał zdębiał, miał już za sobą naturalistycznie odegrane polowanie na niedźwiedzia; próba skrycia się pod stołem przed nieletnim myśliwym skończyła się dość boleśnie zarówno dla niedźwiedzia jak i dla stołu. Trudno też było zapomnieć o przygodzie czarnego mustanga, którego dzielny, mały indianin z braku cugli wytargał za autobusy vel pekaesy.
-Bo wiesz Tygrysku, ja mam żonę i jak byłem zupełnie malutki to jej jeszcze nie było na świecie, bo się wylęgła jej z brzuszka moja córka Kasia.... - oczy Admirała, wyłupiaste z natury, wyłupiły się jeszcze bardziej.
-Jezu... - Admirał wolał ciąganie za pekaesy – jaka żona, jaka córka, jaka wylęgła...GRRUUU, jestem straszny Ongrys i cię zjem, bo się ożeniłeś a twój kochany ojciec dowiaduje się o tym od pluszowej namiastki tygrysa...
Zabawę przerwał smakowity zapach dochodzący z kantyny. Obaj, niedoszły tygrys i jego żonata i dzieciata 3,5 letnia ofiara zaczęli się skradać – Siadać mi tu zaraz łobuzy jedne, kolacja na stole. - oficer aprowizacyjna zawsze wiedziała, w którym momencie nie należy wkraczać i zawsze wkraczała.
Admirał tak sobie leżał i leżąc postanowił nawiązać więź z oficer aprowizacyjną. Było to o tyle trudne, że wyżej wymieniona oficer cechowała się niezwykłą właściwością, otóż nie wystawała spod kołdry. Muskularne ramię Admirała popełzło w stronę niewielkiej wypukłości, Admirał byłby również popełzł ale nie miał śmiałości. Nagle z pościelowego wzniesienia wydobyło się zduszone miauknięcie. Stary wilk morski sklął w duszy swoje zdolności nawigacyjne i kota, który pukając się ogonem w czoło pomaszerował szukać sobie spokojniejszego miejsca do drzemki. Kolejna wypukłość na wzburzonej powierzchni pościeli wyglądała nader obiecująco ale kiedy Admirał wykonywał szereg skomplikowanych manewrów wydobyło się z niej ostrzegawcze warknięcie...
Wytrawny żeglarz po raz kolejny tego dnia zdębiał – Co jest do stu tysięcy fur beczek, psa przecież nie mamy. Cisza była okrutnym signum mającej nastąpić rzeczywistości... Admirał zrezygnowany westchnął i zakotwiczył się do poduszki.
-Tato nie widziałeś może mojego Kłapouszka? - malec w wyjściowej piżamce wszedł do sypialni ciągnąc za sobą dwie poduszki i kołderkę, gdzieś z tyłu majaczył nieokreślony pluszowy kształt.
-Po co Ci ten osioł, masz przecież ojca – naburmuszony głos oficer aprowizacyjnej wydobywał się gdzieś z pościeli.
-O co ci chodzi, przecież jak manewrowałem żeby Cię przytulić to żeś mnie owarczała – Admirał był z lekka poirytowany.
-To już sobie powarczeć nie można? - Admirał zwiotczał, nierozumienie kobiet przychodziło mu z taka łatwością.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz