niedziela, 10 lutego 2008

Morskie opowieści cz.6

Komar unosił się gdzieś nad głową Admirała. Dyskretna drwina zawarta w bzyczeniu jego skrzydełek powoli doprowadzała oficera do obłędu. Już od niemal godziny trwał zacięty pojedynek. Człowiek wymachiwał rękami na oślep a owadzi adwersarz po prostu sobie bzyczał o tym jak to będzie swędziało jak już skończy. Nie pomogły nawet rozpaczliwe próby omotania obrzydłego krwiopijcy kołdrą, która to czynność zaowocowała jedynie solidnym kuksańcem od oficer aprowizacyjnej, której nie spodobało się nagłe ochłodzenie. Komarzysko z zastanawiająca precyzją i podziwu godnym uporem unikało wszelkich prób jego unicestwienia. Beznadziejną wydawałoby się sytuację niespodziewanie rozwiązał admiralski kot , który zniecierpliwiony miotaniem się szarży we wspólnej, bądź co bądź, pościeli, zakończył nierówną walkę człowieka z owadem jednym celnym pacnięciem łapki. Admirał odetchnął z ulgą, lecz zaraz potem poczuł się dotknięty do żywego. Jego godzinna męka, okupiony potem wysiłek polowania na skrzydlatego potwora czającego się w ciemnościach skwitowany bezczelnym miauknięciem, tak się nie godzi.

- Że niby mam ci podziękować, tak? Całuj psa w nos, trzeba było to bydle ukatrupić wcześniej - kot umościł się w nogach łóżka i nic sobie nie robił z fochów pańcia.

Sen nie przychodził. Admirał postanowił sprawdzić, co tam słychać w wielkim świecie i szurając kapciami pomaszerował do kantyny. Malutki, półkilogramowy kąsek serniczka ukoił stargane nerwy i pozwolił zapomnieć o despekcie.

Admirał postanowił włączyć telewizor. Bycie na bieżąco z aktualna sytuacją polityczną w kraju uważał za swój patriotyczny obowiązek, szczególnie ważny o trzeciej nad ranem.

- Gdzie jest u diabła ten pilot – wyszeptał. Czarne pudełeczko z guziczkami zapewniało komfort i nieograniczoną władzę w ramach pakietu telewizyjnego i stopnia zużycia baterii. Okazało się, że to ostatnie pozostawia wiele do życzenia. Admirał wytężał się, stękał i sapał lecz niczego nie zdziałał.

- Władza jest w rękach ludu, więc może by tak kolektywnie... - myśl o obudzeniu oficer aprowizacyjnej napawała starego wilka morskiego przerażeniem – o nie, nie będzie pilot pluł nam w twarz. Oficer

trzepnął pudełeczkiem o kant stołu w celu uświadomienia martwemu przedmiotowi jego miejsca w szeregu a ten zareagował natychmiast. Telewizor rozbłysł i na akranie pojawił się pasek potencjometru świecący złowrogo na pozycji MAX. Gdyby to był kanał planszowy... ostatecznie te akwarium z rybkami w Tele5... nawet pani stawiająca tarota nie byłaby zła...ale to? Kto uwierzyłby jednak w naukę języka niemieckiego o trzeciej nad ranem i to w trybie max volume...

- Ja, ja, ja, ja, du bist wunderbar... - pilot nie działał, krzesło wywróciło się z łomotem zagłuszając kolejne przytakiwania całkiem udanej blondynki...

Jutro trzeba będzie się wstydzić.

Brak komentarzy: