Admirał usiadł w fotelu i zaczął powolutku wyłuskiwać moniaki z kieszeni munduru – niewiele tego było. Należało zatem sięgnąć do głębokich rezerw. Patent z opróżnianiem porcelanowej owieczki za pomocą linijki byłby przydatny, gdyby nie fakt, że owieczka była pusta od wielu miesięcy. Pionowa bruzda na czole starego wilka morskiego mogła oznaczać tylko jedno - Admirał myślał. Każdy prawdziwy mężczyzna posiada różne przemyślne sposoby ukrywania drobnych kwot na tzw. wszelki wypadek; ostateczna, finalna forma tych „oszczędność” znana jest pod nazwą zaskórniaków. Admirał nerwowo zaczął grzebać między poduchami fotela, po chwili natrafił na drobny kształt, mała metalowa papierośnica z wytłoczoną figurką półnagiej egzotycznej piękności raczej nikomu nie skojarzyłaby się z tajnym kątem oszczędnościowym na czarną godzinę...
„Ile może kosztować bukiet róż?” - twarz Admirała powlekła się burym odcieniem szarości - „A mogłem sobie darować to piwo z kolegami....” Stary żeglarz począł analizować wydarzenia wczorajszego dnia...
„Wejście na pokład było perfekcyjne, oficer aprowizacyjna niczego nie zauważyła...” - myśli Admirała błyskawicznie przeskakiwały z jednego obrazu na drugi. Zdjęcie płaszcza i oficerek w głębokim półobrocie... zdecydowane „Jestem głodny!” rzucone mimochodem w drodze do kantyny... taktyczne zajęcia miejsca po drugiej stronie stołu... kanapka z dużą ilością przypraw... a potem majtek Tizio... - to był początek końca.
„Tato chce mi się kupę” - smrodek rozanielony powrotem rodzica jak zwykle mówił co myślał. Admirała skusiło a nie powinno: „Mówi się chcę skorzystać z toalety” - techniczna uwaga poruszyła pokłady inteligencji malca. „Tato ale przecież ja nie chcę nic powiedzieć, ja chcę coś zrobić” - zapachniało żądzą mordu. Admirał skupił się w sobie i ostatkiem sił przywołał uśmiech na twarz - „Już zapalam ci światło.” Powszechnie wiadomo, że cisza na morzu zwiastuje burzę. Admirał postanowił działać: „Jak tam Tizio, w porządku? - zwykłe retoryczne pytanie, po którym powinna nastąpić zwykła, krótka, treściwa odpowiedź.
„Bo wiesz tato, zrobiłem. No kupka, że palce lizać.” - piekło otworzyło swe podwoje, ziemia rozwarła się ukazując ogniste wnętrze... w oczach oficer aprowizacyjnej pojawiły się dwa płonące złowrogo znaki zapytania: „Kto cię nauczył takich głupot?”.
„No przecież tata tak powiedział...” - dystans między Admirałem a małżonką gwałtownie się zmniejszył... - „Czemu uczysz dzieciaka.... CZEMU PIŁEŚ PIWO
Doświadczony oficer bezwiednie otworzył papierośnicę i wyciągnął banknot. Razem z moniakami powinno starczyć na mały bukiecik róż.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz