poniedziałek, 25 lutego 2008

Morskie opowieści cz.12

Tak, zdecydowanie było lepiej, Admirał dyskretnie odetchnął z ulgą i pozwolił sobie na wsobny uśmiech. Szczerość była podstawą funkcjonowania załogi ale w pewnych sytuacjach istotne było utrzymywanie swego rodzaju gry pozorów.
- Tizio, złaź z mamy, to że ktoś wygląda jak góra wcale nie oznacza że można się po nim wspinać - Admirał zrobił zwyczajową pauzę czekając na reakcję…
- Ja ci dam górę, ty podróbko inteligenta, ty… (itp. itd.) - ręka aprowizacyjnej dość energicznie wychynęła z pościelowej toni kreśląc w powietrzu urokliwe arabeski. Zdecydowanie było już o niebo lepiej, po dwóch dniach choroby oficer aprowizacyjna dochodziła do siebie.
- Co jak co, ale gdyby nie czuła się lepiej nie złościła by się tak gwałtownie - pomyślał stary wilk morski, uśmiechając się pod brakiem sumiastego wąsa. Admirał usiadł na niskim zydelku czujnie nasłuchując cichnących złorzeczeń swojej wybranki. Gdy poziom hałasów osiągnął właściwy poziom stary oficer wstał i szeleszcząc celofanem podszedł do przystani małżeńskiego łoża.
- Kochanie nie złość się, pora na lekarstwo, twoje ulubione biszkopciki i ciepła herbatka…
Oficer aprowizacyjna szybko podniosła się z łoża boleści (punkt leżenia zależy od punktu widzenia, czy jakoś tak) i zaczęła pochłaniać słodycze.
- Wiesz, naprawdę jak je jem to mnie już żołądek nie boli - okruszki wokół jej ust zdawały się potwierdzać każde słowo. Admirał pokiwał ze zrozumieniem głową notując w pamięci, że należy okrętową apteczkę uzupełnić o niezawodny środek ogólnie wzmacniający i poprawiający samopoczucie oficer aprowizacyjnych to jest słodkie biszkopciki.

Brak komentarzy: