poniedziałek, 11 lutego 2008

Morskie opowieści cz.7

Admirał delektował się poranną bryzą leżąc na ciepłym piasku haitańskiej plaży. Smukłe palmy kołysały się łagodnie, wsłuchane w szmaragdowy szum fal morza karaibskiego. Jakby zgadując myśli starego wilka morskiego półnagie miejscowe piękności zaczęły znosić tace z owocami a jedna z nich skrywająca swe wdzięki kilkoma listkami paproci podała mu zmrożoną szklankę z egzotycznym drinkiem.
- Życie jest piękne – mruknął żeglarz przymykając oczy by nie widzieć gładkiej, opalonej skóry usługującej mu dziewczyny; bądź co bądź był żonaty od dobrych kilku lat. Niestety człowiek z wiekiem nie młodnieje, powieki nie miały tej siły co dawniej i nie dawały się domknąć, chcąc nie chcąc Admirał musiał śledzić urocze krągłości pląsających wokół niego kobiet. Jedna z nich pochyliła się nad leżącym mężczyzną i szturchnęła go, uśmiechając się przy tym lubieżnie. Admirał postanowił zignorować ewidentną zaczepkę, jednak roznegliżowana piękność nie dawała za wygraną i kopnęła go w łydkę. Ból był na tyle ostry, że palmy przygięły się do ziemi a morskie fale zastygły w bezruchu. Na plaży nie było nikogo, tylko stary żeglarz i jego napastliwa adoratorka.
- Wstawaj ośle – usta Haitanki nadal zdobił uśmiech natomiast głos niewątpliwie należał do oficer aprowizacyjnej – obudź się wreszcie. Ciepły piasek zaczął powoli przybierać kształt pościeli, morze i palmy zniknęły bezpowrotnie.
- Dlaczego mnie budzisz, miałem taki piękny sen...
- Dośnisz go sobie później, a teraz ubieraj się – szanowna małżonka nie zdawała sobie sprawy, że wyśnienie takiej plaży, to co najmniej cztery bite godziny spania... o Haitankach i o chłodnym drinku nie wspominając.
- Śniło mi się, że wygraliśmy w totka – Admirał nie wierzył swoim uszom – wracając z BP zrób zakupy, bo w domu nie ma kasy, kupon jest w torebce – oficer aprowizacyjna poprawiła się na podusi i... zasnęła.
Admirał dziarsko maszerował po opustoszałym jeszcze o tej porze mieście. W myślach już pakował się żeby przeżyć swój sen na jawie...
- Tak, jest wygrana, ma pan trójeczkę ale wypłacamy dopiero po 8.00 – pani na BP była bardzo uprzejma. Stary żeglarz z uśmiechem podziękował i pogwizdując ruszył w kierunku ulubionego spożywczaka. Na śniadanko będą bułeczki i kawusia pomyślał sobie, wytrzepując z kieszeni kurtki morski piasek.



Brak komentarzy: