Szydełko chwilami nikło, zmieniając się w srebrzystą poświatę, z której kolejnymi słupkami i półsłupkami wysnuwała się biała mgła tkaniny. Białe pasmo nici pieszczotliwie oplecione na serdecznym palcu lewej ręki przesuwało się jednostajnym rytmem tworząc tło dla dwóch splatających się melodii: uważnego spojrzenia ślicznych oliwkowych oczu z uwagą śledzących zapisaną na kartce papieru partyturę wzoru i skoczne takty ilustrowane srebrnymi błyskami szydełka migoczącego w prawej dłoni.
Admirał, jak większość mężczyzn, absolutnie nie radził sobie z wyrażaniem uczuć. W czasach swoich licznych wojaży po niezliczonych portach wykuł na blachę kilka wyświechtanych komplementów i jedno krowie spojrzenie, którym - tak mu się zdawało - mógł zdobyć względy każdej kobiety. Jednak teraz, patrząc na pochyloną przy robótce oficer aprowizacyjną, na łagodną linię jej ramion, na skryty w kącikach ust uśmiech z jakim witała każdy nowy centymetr serwety, która miała zdobić ich wspólny stół stary wilk morski zdał sobie sprawę, że szczęścia, które teraz posiada nie zdołają przebić żadne nawet najpiękniejsze zdobycze. Gdzieś na obrzeżach świadomości kołatało się Admirałowi coś o nieświeżej przynęcie, na którą nikt przy zdrowych zmysłach się nie połasi, lecz jego rozrośnięte do granic możliwości ego tłumiło ten nikły głos rozsądku.
- Kocham cię Słoneczniku - ślepej kurze czasem trafi się jakieś ziarno, Admirał świadom ułomności męskiego rodu był pewien, że to idealny czas na takie wyznanie.
Oficer aprowizacyjna zamarła z uniesionymi nad stołem rękoma. Potem poprawiła się na krześle i uważnie spojrzała na siedzącego naprzeciw mężczyznę. Przechyliła głowę uroczo mrużąc oczy i spytała:
- Przyznaj się, chce ci się piwa, co?
Admirał postanowił, że jak tylko znajdzie chwilę czasu zabierze ślepą kurę do okulisty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz