niedziela, 17 lutego 2008

Morskie opowieści cz.10

Admirał był mocno zdziwiony. Odległa perspektywa lat szczenięcych zawsze wydawała mu się oazą szczęścia i radości – no, prócz tych kilku chwil konfrontacji z Tatowym paskiem, których na szczęście nie było wiele. Ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
- Synku dlaczego nie nosisz kapci? - Admirał przyjrzał się uważnie swoim gołym stopom wystającym z galowego dresiku, ze zdumieniem konstatując, że od dłuższej chwili przebiera koślawymi paluszkami po terakocie.
- Już lecę je ubrać tatusiu – truchtanie na bosaka pod dyktando karcącego spojrzenia Tizia dla wysokiej rangi oficera było doświadczeniem co najmniej nowym.
- Pamiętaj, że jak będziesz niegrzeczny, to święty Mikołaj się o tym dowie i wszystkie samochody da mi, a ty dostaniesz rózgę – facjatę szkraba rozsadzał zdumiewająco szczery uśmiech. Admirał zanotował w pamięci, że szantaż może być bronią obosieczną i należy go stosować z umiarem.
- Wiesz co tatusiu, może pobawimy się w robienie obiadu? - Admirał planował szybko zmajstrować jakiś kartofel mit sałata w obstawie kotleta z kantyny dziadków.
- Zgadzam się ale najpierw posprzątaj klocki, bo tu jest straszny bazjel.
- Chyba bałagan...
- No przecież mówię – Tizio wyglądał na oburzonego niewinną uwagą a jego twarz układała się w znany skądinąd grymas – aprowizacyjna byłaby szczęśliwa widząc to zdumiewające podobieństwo. Admirał westchnął i wyszeptał z nadzieją w głosie – A będziemy współpracować?


...

Wieczorem stary wilk morski siedział w swojej kajucie i myślał o tym, jak to jest być czteroletnim majtkiem z gigantyczna wyobraźnią, ślicznym zadartym noskiem, absolutnym brakiem cierpliwości i... dwojgiem starych, zwapniałych rodziców, którym się wydaje, że wszystko wiedzą lepiej.



Brak komentarzy: