piątek, 1 lutego 2008

Morskie opowieści cz.2

Pogoda znów była pod psem. Admirał nie miał zamiaru dochodzić czyj to pies i dlaczego położył się na pogodzie - nie dziś. Przede wszystkim należało uzupełnić zapisy w dzienniku pokładowym:

"06.07.2007 wieczór, oficer aprowizacyjny spóźnia się a załoga nie chce zjeść na kolację chrupek kukurydzianych typu Flips; buntem dowodzi majtek Tizio; propozycja naleśników rozładowuje napięcie. Przygotowanie potrawy przebiegało bez zakłóceń do momentu gdy w/w Tizio, w ramach sabotażu, wlał zawartość kartonu mlekovity do miski z naleśnikową melasą. Kryptonim "Naleśniki" został zmieniony na "Dosyp, dolej" - wyjściową ilość ciasta naleśnikowego ocenia się na ok 1 litr."... - i smażeniu nie było końca.

Admirał otrząsnął się z zadumy i pomaszerował do kantyny aby ocenić straty w ludziach i sprzęcie. Nie było dobrze, patelnia Tefal kaliber 170 mm, mała i poręczna, w przypadku jajecznicy pozwalała okiełznać pryskające wokół kropelki oleju; z naleśnikami było odwrotnie... kantyna nadawała się do kapitalnego remontu.

[po jakimś czasie]

Admirał z rozrzewnieniem pucował swój ukochany kufel. Delikatnie pieścił ściereczką cynowe wieczko, gładził szlachetne i pełne majestatu wypukłości ścianek . W pięknych, nieco zaropiałych oczkach Admirała zakręciły się łzy tęsknoty, ograniczając i tak wykoślawioną percepcję wzrokową doświadczonego oficera. Z kuchennego blatu szczerzyła się do niego bateria butelek wody mineralnej Nałęczowianka:

-"Oto do czego doszło, muszę pić wodę... jak zwierzęta, eh." - Admirał z pietyzmem odstawił kufel na półkę i wziął ze stołu kolejny talerz do wycierania... życie trwało dalej.



Brak komentarzy: