Mężczyzna w galowym dresiku z insygniami admiralskiej władzy na pagonach raz po raz rzucał ukradkowe spojrzenia spod krzaków wyliniałych brwi. Małe w skupieniu majstrowało przy zabawkowym modelu okrętu.
- Czemu to nie działa - rozczochrana główka jak u małego szpaczka przechylała się raz w jedną, to znów w drugą stronę starając się określić przyczynę awarii. Pulchne paluszki daremnie starały się ustalić co jest nie tak. Nie pomagało nawet potrząsanie i delikatne stukanie zabawkowym kadłubem o kant stołu. Tizio był smutny. Admirał przyglądał się pyzatej buzi pierworodnego, świadom że za chwilę będzie musiał wkroczyć niczym deus ex machina i ujawnić swe, skrupulatnie ukrywane talenta inżynierskie. Stary wilk morski ze smutkiem zauważył, że twarze dorosłych rzadko odzwierciedlają ich aktualne uczucia. Wstając zza stołu złowił w lustrze swoją własną twarz pokrytą kilkudniowym zarostem. Bez większego wysiłku przywołał na twarz uśmiech nr 4, następnie wybałuszył ślepia sugerując zdumienie, potem zmierzwił brwi imitując gniew - facjata biernie poddawała się manipulacjom.
- Tata, zrób tak jeszcze raz - jak zwykle okazało się, że Admirał tylko uzurpował sobie prawo do obserwowania wszystkich i wszystkiego. Zabawa w “zrób minę pod tytułem…” pozwoliła Tiziowi zapomnieć o zepsutej zabawce a jego ojcu uświadomiła jak wiele mięśni, nieużywanych od dawna - warto nadmienić - ma jego własna, sfatygowana gęba.
- Coś taki niewyraźny - oficer aprowizacyjna zacytowała pewną reklamę.
- Bawylem se s Tyzem w myny - zaseplenił Admirał leżąc plackiem na podłodze.
Malec porzucił dogorywające zwłoki ojca i powrócił do reanimacji okrętu.
- Mamo, mamo zobacz, on działa, działa - szkrab podskakiwał i biegał w kółko, wykrzykując radośnie wciąż to samo zdanie - On działa, działa, działa.
Radość była w skokach, tryskała z powtarzanych wciąż słów, objawiała się w grymasie lekko rozchylonych ust i rumieńcach pucułowatych policzków, kwitła w spojrzeniu brązowych oczek. Admirał ostrożnie zmienił pozycję na bardziej licującą z powagą galowego dresiku i ignorując sprzeciw obolałej twarzy wyszczerzył się do syna najpiękniej jak umiał, przecież też był kiedyś dzieckiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz